30 lat od 1989: Brama do Wolności nie zawsze otwarta
Kiedy jest się urodzonym w 2001 roku, komunistyczna
rzeczywistość wydaje się odległą legendą. Na czasy „Żelaznej Kurtyny” spogląda
się zazwyczaj już tylko przez szklaną gablotę – z dystansem, bez nadmiernego
przywiązania. Nie czuje się zwykle tego ukłucia w sercu na myśl o braku
obywatelskiej swobody, nie powraca się myślami do kupowania jedzenia na kartki.
Dla wielu młodych PRL-owskie realia zostały zamknięte na kłódkę wraz z
pamiętnym 4 czerwca, a historie z tamtych czasów nie są przekazywane z ust do ust.
Moje osobiste przywiązanie do opowieści z komunistycznej
Polski zostało prawdopodobnie zakorzenione dzięki rodzinie, w której akurat ten
historyczny rozdział był zawsze żywy. O tym jak babcia czekała na telefon 10 lat, tata brał
udział w strajkach w czasach studenckich, a wujek był w Berlinie, kiedy obalano
mur, mówi się obecnie z pewną dozą sentymentu. Kolejki po prozaiczny papier
toaletowy, a na sklepowych półkach jedynie ocet – to był „urok” dawnych lat. Nie
można zapomnieć, że w tamtym momencie życie dookoła było często bardzo ponure i
zasnute reżimem, dla którego jednostka nie miała znaczenia. Na wakacje za
granice można było się wybrać, lecz jedynie do krajów z katalogu sowieckich
przyjaciół, na studiach trzeba było unikać krytycznych komentarzy wobec władzy,
a na ulicach mijano ludzi podobnie ubranych z podobnym zmartwieniem na twarzy.
Ciężko, żeby ludzka radość kwitła w państwie, w którym społeczne zachowania
były dyktowane przez autorytarną Partię. A choć chciało się wyjść spoza kanonu
posiadania jedynie Malucha i dostania mieszkania dopiero po czterdziestce,
bujne marzenia były podcinane przez ówczesny brak jakichkolwiek perspektyw.
Wolność. Egzotyczny owoc w PRL-u. Brak wolności jest tak
ciężki do zrozumienia, szczególnie, kiedy całe swoje życie przeżyliśmy w pełnym
swobody, odbudowującym się państwie. Ze zdjęć spod Stoczni Gdańskiej w roku
1980 bije niespotykana wola zawalczenia o przywilej, który dziś niedoceniony
często leży rzucony w kąt. Szacunek do wolności nierzadko ginie w natłoku
codziennych spraw, podczas gdy każdego dnia powinniśmy pamiętać, że bez tej
podstawowej wolności nasze życie prawdopodobnie byłoby pozbawione współczesnych
kolorowych barw. Postaci takie jak Lech Wałęsa, Jacek Kuroń czy Adam Michnik
mogą budzić kontrowersję, jednak niezaprzeczalnie byli jednymi z tych, którzy
otworzyli nam bramę do wolnego, niekomunistycznego świata, w którym od 30 już
lat się rozwijamy.
Protesty na Wybrzeżu, działalność Solidarności w latach
80-tych i finalnie Okrągły Stół to coś więcej niż zapisy na kartach podręcznika.
To symbol dążenia do lepszej rzeczywistości, do świata pełnego pokoju. Siły do
działania wobec problemów XXI wieku nie trzeba szukać daleko. Pokolenie naszych
dziadków i rodziców swoją opozycyjną walką o należną człowiekowi wolność
udowodniła, że solidarnie ludzie są w stanie całkowicie odmienić bieg historii.
Z okazji 4 czerwca, rocznicy częściowo wolnych wyborów 1989r., życzę, aby ta
brama do wolności na zawsze pozostała otwarta. Ale tak się stanie tylko wtedy,
kiedy każdy z nas indywidualnie i razem z innymi będzie ją przytrzymywał i nie
dopuścił był niepostrzeżenie się zamknęła.
„Wolność – kocham i
rozumiem. Wolności oddać nie umiem.”
Komentarze
Prześlij komentarz